dał chłopakowi dwadzieścia peso, otrzymując w zamian kluczyki od

- Jeśli jeszcze raz usłyszę frazę „następca tronu"...
- Gdzie jest Ingrid? - Jej pytanie wypadło dość szorst¬ko, ale był to niezamierzony efekt.
niezwykłym również dla niej. Po raz pierwszy bowiem opowie to także sobie samej. W myślach przeprosił Różę za
- Potrzebujesz go? Dlaczego?
Ja też się z tego cieszę - szybko i bardzo ciepło dodał Mały Książę. -
Nie tylko ty masz swoją ukochaną pracę. - Wskazała na wciąż włączony laptop. - Swoją drogą, ciekawy system na¬wadniający. Nie znam się na geografii, ale coś mi się zdaje,
- Gdybym był na twoim miejscu, pewnie też bym nie ufał. Dobrze, dostaniesz gwarancje na piśmie. Wydam po¬lecenie, by moi prawnicy w Broitenburgu przygotowali i przysłali faksem dokument prawny, dający ci prawo po¬wrotu do Australii razem z Henrym, gdy tylko zechcesz, a ja go podpiszę w obecności świadka. - Sięgnął do port¬fela. - To wizytówka pani adwokat Angeli Jefferson, Au¬stralijki, specjalistki od prawa międzynarodowego. Zna spra-wę, ponieważ to właśnie ona uświadomiła mi konieczność uzyskania twojej zgody. Pani Jefferson zaopiniuje, czy dokument jest sporządzony tak, by Broitenburg musiał go honorować. Czy wtedy zgodzisz się dać nam wszystkim szansę?
Łańcuchów - chciał mi wynagrodzić stratę i zaczął sprowadzać różne kwiaty i inne rośliny. Stąd mam ich teraz aż
- Miałeś rację, dorośli są dziwni. Dzieci nie szukają szczęścia... I nie udają, że są kimś innym niż są rzeczywiście...
- Po co?
- Nie wiem - wyznała uczciwie.
- Przynajmniej raz Charles na coś się przydał - skwi¬tował zgryźliwie Mark. - Dotąd brał państwowe pieniądze zupełnie za nic.
- Kto powiedział, że nie mam?
- Któregoś dnia odziedziczysz to wszystko. Spójrz, to twoje. To wielka odpowiedzialność, ale też i wielka radość.

nadającego się na ojca rodziny niż Diaz. Jak w ogóle tak twardy,

- Jasne, następca tronu zamieszka w kurnej chacie - skwitował z ironią Mark.
A przecież Tammy była równie piękna i atrakcyjna jak jej matka i siostra.
doprowadzili państwo do ruiny. Serce mnie boli, jak na to patrzę.

- Tak, bardzo bym chciał.

- Jeszcze niczego - odparł, a Milla oklapła z rozczarowania.
kilku agencjach detektywistycznych, jak mi poradziliście, ale nie stać
Odeszli już od domu na prawie kilometr, gdy Diaz znalazł ślad

- Czemu nie przyjechałeś po niego wcześniej?

człowiekiem, a Diaz... nie. On nie pozwolił jej zachować nawet
Jak mógł tak szybko tu dotrzeć? Idiota! Był wściekły na siebie: to, że
ludzi i choćby dlatego dostawali za nią pensję.